#1
Przyjemny szum lotniska im. F. Chopina
otaczał mnie z każdej strony. Uwielbiam to. Mnóstwo ludzi, zwykle
śpieszących się, tu ktoś rozmawia w obcym języku przez telefon,
tu rodzina z dziećmi i wielkimi walizami ewidentnie leci na wakacje
all inclusive. O a tam pewna pani znana z programu śniadaniowego
maszeruje z elegancką podręczną walizką. Może leci na zakupy do
Londynu, szczęściara. Albo na randkę do Paryża z jakimś
przystojniakiem. - dobra, opanuj się i nie marudź – powiedziałam
sobie w myślach. Ciesz się chwilą. Też jesteś taka światowa w
skórzanej kurtce z Zary i kubkiem Starbucksa. Co z tego, że do
końca miesiąca zostało Ci 200 zł. Grunt, że przed Tobą
superfajny kulturalny wypad do Rzymu.
Tak więc szłam sobie z moją pyszną
dużą latte ze wspomnianiej sieciówki (swoją drogą jaki ktoś
miał pomysł, przytulne wnętrze, pyszna kawa taka sama na całym
świecie) aż doszłam do kontroli bezpieczeństwa. Stanęłam w
kolejce za jakąś para, która wyłożyła na taśmę poza
standardowymi rzeczami jak pasek, zegarek, torebka, duży aparat
fotograficzny i laptopa.
- Proszę otworzyć torbę z komputerem – zamruczał pracownik ochrony.
- Już, już. To i aparat od razu Panu wyjmę. - odpowiedziała dziewczyna.
- Takie sprzęty od razu trzeba wyjmować z futerałów – dalej narzekał ochroniarz.
Stałam i patrzyłam na te powolne
ruchy myśląc sobie: halo ludzie, ja tu się śpieszę na samolot a
jeszcze chcę Toblerone z bezcłówki!! i może puder Loreala.... A
nie, puder nie, nie mam kasy – przypomniało mi się.
Para ze sprzętem w końcu przeszła
kontrolę, czas na mnie. Położyłam torebkę, zdjęłam
zegarek,pasek ze spodni. Mimo to czujnik i tak zapiszczał.
- Proszę tutaj na bok.
- Nie wiem totalnie, co może piszczeć, a wie Pan, mam 10 min na dojście do gejtu.... - zaczęłam się tłumaczyć.
- Pani zdejmie buty i znowu przejdzie przez bramkę.Na to moje śliczne skórzane botki poszły na bok, a ja jak debil chodziłam boso po lotnisku w cienkich skarpetkach, w myślach powtarzajac sobie: lecę do Rzymu, będę pić kawę patrząc na Koloseum, i w ogóle jak w „Rzymskich wakacjach” - poznam faceta i będziemy jeździć na skuterze zwiedzając miasto a potem ślub tadam.
- Może już Pani iść. - ochroniarz wyrwał mnie z zamyślenia, a ja właśnie z rozwianym włosem jechałam na bialej Vespie z lat 60tych, obejmując tajemniczego kierowcę.
- Dziękuję!
Teraz gate 10, szukamy. A zaraz, a co
na drogę i ew. wieczór w hotelu? Toblerone. Trochę wspomnień z
dzieciństwa, jak to ciotka przywoziła z zagranicy czekoladę się
przyda.
Dobra, bezcłówka załatwiona. Kupiłam
sobie 3 opakowania, a co tam. Inni rodacy skupili się raczej na
wodzie ognistej. Taki kraj. Nie wiesz co komu kupić, czy to
urodziny, czy parapetówka czy chcesz się wbić na sobotę wieczór
– kup wódkę. Ewentualnie możesz jeszcze dołożyć chipsy albo
dla bardziej wyrafinowanych ogórki kwaszone.
Stanęłam w kolejce do check in, można
już było wchodzić do samolotu. Rozejrzałam się po
współpasażerach. Część rozmawiała ze sobą po włosku, część
leciała służbowo. W oko rzucił mi się (jakżeby inaczej) samotny
mężczyzna, wyglądający na około 30 lat. Ciemnobrązowe włosy,
krótko przycięte, piwne oczy, z 185cm wzrostu. Dobrze zbudowany,
ubrany na luzie w jasne dżinsy, sportową bluzę i kurtkę. Duża
walizka, nie jest to wypad na 2-3 dni. Widziałam jego uśmiech do
pani z handlingu podczas okazania biletu, czarujący. Krótko mówiąc:
halooo, to ja, Twoja przyszła kobieta! Poderwij mnie w samolocie,
proszę! Oczywiście tą bezpośredniość zachowałam dla siebie,
ale idąc rękawem do ogromnego boeinga,
przyśpieszyłam kroku żeby nie stracić go z oczu. No heloł,
losowi trzeba pomagać.
Komentarze
Prześlij komentarz